Złodzieje wyrzucili skradzione korony Matki Boskiej Zawadzkiej z pociągu. Odnalazła je młoda dziewczyna obok torów w Grabinach

7 października 1923 roku, zaledwie trzy lata od uroczystej koronacji Matki Boskiej Zawadzkiej dokonano świętokradzkiej kradzieży zdzierając złote korony ze skroni Dzieciątka i Jego Matki.

Policja stwierdziła, że złodziej nie naruszył zamków i musiał wejść do kościoła rano w czasie mszy świętej , natomiast wyjść wieczorem w czasie próby chóru.

Celem przebłagania oraz w intencji odnalezienia koron ks. Władysław Kopernicki zainicjował nowennę do Matki Bożej. Już w ósmym dniu nowenny do Zawady dotarła wiadomość o odnalezieniu koron.

Znalazła je w Grabinach 15 – letnia Józefa Wontorczyk obok toru kolejowego podczas wypasu bydła. Na miejscu odnalezienia koron postawiono krzyż, a w 1971 r. wybudowano kapliczkę w której umieszczono za szybą, oprawione w ramę zdjęcie cudownego obrazu Matki Boskiej Zawadzkiej. W czasie budowy kapliczki zostały znalezione jeszcze dwie złote śruby, którymi korona była przykręcona do obrazu.

Ponieważ odnalezione korony były znacznie uszkodzone ich odnowienie i przywrócenie do poprzedniego stanu powierzono ponownie firmie Piotra Seipa w Krakowie.

24 lipca 1924 roku podczas wizytacji parafii na polecenie Stolicy Apostolskiej nastąpiła rekoronacja obrazu dokonana przez bpa Leona Wałęgę.

Jak opowiadają dziś mieszkańcy Grabin których krewni pamiętają tamto wydarzenie złodziej prawdopodobnie wyrzucił te złote korony z pociągu bo bał się kontroli które wówczas miały bardzo często miejsce w wagonach. Kradzież zbulwersowała społeczeństwo i władze które dokładały starań aby wykryć sprawcę.

Złodziej prawdopodobnie chciał sprzedać te korony w Krakowie lub Lwowie, bo w Dębicy mógłby liczyć, że może je kupić za marne pieniądze jakiś żydowski kupiec.

Kapliczka w miejscu gdzie znaleziono korony istnieje do dnia dzisiejszego. Można tam dotrzeć pieszo lub rowerem.

Zobacz zdjęcia i film wykonane dzisiejszego popołudnia w miejscu znalezienia koron.

Wojenne losy koron Matki Bożej Zawadzkiej

Wkrótce przed wybuchem II wojny światowej ówczesny proboszcz sanktuarium w Zawadzie ks. Władysław Kurek obawiając się o los koron i chcąc je zabezpieczyć zamówił ich replikę z miedzi, a prawdziwe korony dał do przechowania pszczelarzowi Władysławowi Lodzie ze Stobiernej.

Mieszkaniec Stobiernej zatopił korony w wosku pszczelim i schował je w jednym ze swoich uli. Gdy wojna się skończyła, roztopiono wosk i korony wróciły do kościoła.

Sanktuarium Matki Boskiej Zawadzkiej w Zawadzie

Przeczytaj także:

Zawada. Armatni pocisk miał trafić w główny ołtarz ale zatrzymał go pień akacji – niezwykła historia z czasów I wojny światowej – ziemiadebicka.pl

Shares