Kopalnia węgla w Grudnej Dolnej. Tu przez lata wydobywano „czarne złoto”

Pewnego wiosennego dnia 1854 roku jeden z mieszkańców Grudnej Dolnej, myśliwy lub pastuch, podczas spaceru po wsi szedł brzegiem małego strumyka nazywanego dziś Węglowym Potokiem. Nagle zauważył, że prawy brzeg wąskiego koryta pokrywała ciemna, dziwna skała wyróżniająca się znacząco na tle otoczenia. Tą skałą okazał się błyszczący i twardy węgiel, którego, jak się później okazało, znajdowały się tam bogate złoża nadające się do wydobycia. Tak rozpoczyna się fascynująca historia kopalni węgla w Grudnej Górnej. To jedyna tego typu kopalnie w powiecie dębickim.

Informacja rozniosła się wśród miejsowej ludności, a następnie dotarła do dworu skąd została przekazana dalej. Była to dla wszystkich prawdziwa sensacja. Sytuacja była tym bardziej nietypowa, ponieważ zazwyczaj, aby odkryć złoża węgla przeprowadzano wówczas badania wymagające dużych nakładów finansowych.
Kiedy wiadomość dotarła do właściciela wsi – Klemensa Rutkowskiego zobaczył on w eksploatacji złóż dobry interes i zaczął ubiegać się o zgodę na wydobycie odkrytego surowca. W 1859 roku otrzymał u władz górniczych prawo pierwszeństwa do węgla, a następnie prawo własności do przyszłej kopalni. Jako że nie miał wiele pieniędzy na eksploatację i zatrudnienie fachowców, pierwszymi górnikami byli grudzcy chłopi posługujący się kilofami, łopatami oraz taczkami.

Okazało się, że pod ziemią znajdują się naprawdę duże pokłady. Rutkowski wiedział, że nie będzie miał pieniędzy, żeby wydobyć je wszystkie, więc postanowił sprzedać komuś kopalnię. Nabył ją w 1871 roku książe Eugeniusz Sagnuszko z Gumnisk. Kierownikiem kopalni został wówczas Jaworski. Sagnuszko otrzymał on zgodę na eksploatację 108 hektarów ziemi, na którą wydał znaczne nakłady finansowe dając pracę wielu chłopom z Grudnej i pobliskich wsi, wydobywając wielkie pokłady węgla. Była to ciężka praca, więc pozostawali przy niej tylko najsilniejsi i najbardziej wytrwali. W grudzieńskiej kopalni z czasem powstawało coraz więcej nowych szybów i chodników, a w jej okolicach powstały kapliczka oraz dwa budynki dla użytku pracowników, właściciela i kierownictwa kopalni. W latach 1871-1874 wydobyto w sumie 1360 ton węgla. Niestety w 1873 zdarzył się wypadek i spłonęła znaczna część pokładów węgla znajdujących się w ziemi. Spowodowało to zahamowanie inwestycji, jednak węgiel wciąż się tam znajdował i był później wydobywany. W 1895 roku nowym kierownikiem kopalni został Zgut, będący górnikiem z zawodu. Czynnych było wtedy siedem szybów, a następny 250 metrów dalej został później wybudowany.

Wydobycie trwało do końca XIX wieku, lecz w następnym wieku wszystko zaczęło iść coraz gorzej. Lata były ciepłe, więc węgiel sprzedawał się głównie podczas zimy. Na domiar złego w 1901 roku właściciel kopalni zachorował na gruźlicę i wkrótce zmarł, a w międzyczasie w kopalnię zniszczył kolejny pożar. Wydobycie przerwano ostatecznie w tym samym roku, a po kopalni pozostały szyby, sztolnie, chodniki i dwa budynki z kapliczką na powierzchni. Fachowcy zatrudnieni w Grudnej porozjeżdżali się, a miejscowi górnicy wrócili do swoich prac przy gospodarstwach rolnych.
Rodzina Sagnuszki 23 lata później sprzedała ziemię z kopalnią i całym jej asortymentem Annie i Wincentemu Gruszkom. Ludzie ci kupili ten obiekt pod uprawę roli i interesowała ich jedynie gleba i dom, w którym zamieszkali, a nie wydobycie węgla. Okazało się jednak, że przez pozostałości po wydobywaniu węgla, ziema ta w ogóle nie nadawała się do uprawy.
W 1926 roku pojawił się człowiek, który postanowił wydzierżawić kopalnię od państwa Gruszek i ją uruchomić. Nazywał się Andrzej Stokłosa i był górnikiem pochodzącym ze Śląska. Sprawy formalne takie jak umowa dzierżawna i zgoda na wydobycie zostały szybko załatwione. Po ćwierć wieku grudzka kopalnia otrzymała nowe życie. Inwestor osiadł się w Grudnej wraz z żoną i małym synkiem, a potomkowie wcześniejszych górników, z chęcią zaciągali się do pracy w grudzieńskiej kopalni. Odnawiano stare szyby i chodniki i odrestaurowywano całą kopalnię, dzięki czemu cały obiekt wkrótce nadawał się do użytku. W końcu zimą 1926 po zakończeniu wszystkich prac renowacyjnych ruszyło wydobycie węgla. W międzyczasie dzierżawca kopalni cały czas ją modernizował poprzez budowanie nowych szybów, kupowanie pomp parowych czy zakup maszyny parowej.

Warunki pracy w kopalni wciąż jednak nie były łatwe. Oprócz samej trudności ciężkiej pracy przy wydobyciu, górnikom często brakowało świeżego powietrza, a dodatkową udręką była dla nich również woda. Liczba zatrudnionych wynosiła wówczas około trzydziestu ludzi, którzy byli podzieleni na trzy zmiany, spośród których na dwóch wydobywano węgiel, a na trzeciej odpompywano wodę. Odbiorcami węgla była głównie miejscowa ludność z pobliskich wsi, która zawsze zapewniała na niego zbyt, szczególnie podczas jesieni i zimy.
Grudzcy górnicy upodabniali swoje zwyczaje do tych ze Śląska, gdzie patronem górników była św. Barbara, której kapliczka dalej stała przy kopalni od czasów Sagnuszki. Czwartego grudnia, w tak zwaną Barbórkę mieli wolne od pracy i udawali się wspólnie z rodzinami na Mszę, gdzie ksiądz zwracał się do nich „bracia górnicy”, z czego byli bardzo dumni.
Po kilkunastu latach udanego wydobywania czarnego kruszcu i inwestycji w kopalni zaczął się zastój. Zbyt na węgiel malał, a koszty jego wydobycia wciąż pozostawały takie same, przez co właścicielowi zaczęło brakować pieniędzy. Zaciągnął długi, jednak dalej brakowało na pensje pracowników, a w końcu na rentę gruntową dla państwa Gruszków. Wkrótce wytoczyli mu oni proces o zaległą dzierżawę, przez co ich stosunki się pogorszyły. Stokłosa deklarował, że może uiścić zaległą dzierżawę i opuścić teren, pomimo iż był mocno związany z górnikami i poświęcił kopalni dużą część swojego życia. Jego warunkiem był jednak zwrot poniesionych nakładów na renowację, na co nie było stać Anny i Wincentego.

W międzyczasie w 1937 roku we wsi pojawili się bracia Gajowie – Piotr, Eugeniusz i Stanisław. Byli oni zaznajomieni z górniczym rzemiosłem i zainteresowali się miejscową kopalnią. Zapoznawszy się z Andrzejem Stokłosą i państwem Gruszkami, koniec końców założyli spółkę z tym pierwszym rozwiązując spór. Niedługo do spółki dołączył czwarty brat.
W maju 1938 roku, kiedy kopalnia była nieczynna Stokłosa i Stanisław Gaj zeszli na dół szybu w ramach rutynowych czynności. Nie wracali przez długi czas, więc jeden z braci – Piotr, postanowił sprawdzić, co się stało. Okazało się, że Stokłosa i Stanisław mieli wypadek. Na miejsce zeszło kilku górników, jednak rany Stokłosy były na tyle poważne, że zmarł na miejscu. Robotnicy wynieśli jego ciało na górę i wkrótce został zorganizowany pogrzeb, w którym wzięli udział wszyscy górnicy z rodzinami i mieszkańcy pobliskich wsi. Andrzej Stokłosa spoczął na wschodniej części cmentarza w Siedliskach Bogusz.

Eksploatacja węgla mimo wszystko trwała dalej i miała się tak samo również wtedy, kiedy wybuchła wojna i trwała niemiecka okupacja. W jej czasie nawet bracia zakupili dodatkową maszynę parową. Jednak w tym czasie w kopalni pojawił się ogromny wypływ wody, z którego górnicy ledwo ocaleli. Nie było później pieniędzy, żeby odpompować wodę i szyb pozostał zalany. W czasie, kiedy przez Grudną przechodziła linia frontu, budynki kopalni zostały zniszczone przez ostrzały artyleryjskie, jednak szyby i podziemna zabudowa się zachowały. Do 1946 roku kopalnia pozostała zamknięta.
Po wojnie podczas jesieni 1946 kopalnię spowrotem uruchomił bliżej nieokreślony człowiek, który prawdopodobnie nazywał się Błaszkiewicz. Kiedy bracia Gajowie powrócili na miejsce w 1947 roku nastąpił spór pomiędzy nimi, a nowym kierownikiem, który zakończył się jego wyjazdem. W praktyce jednak nikt nie miał prawa własności do kopalni. Niestety w listopadzie 1948 roku otrzymali od państwa zakaz wydobywania węgla, przez co działalność kopalni ustała.
W 1955 roku na wniosek posła Kosiby z Jasła została ona reaktywowana po siedmiu latach, na co przeznaczono cały milion złotych. Zainstalowano tam elektryczność i wyremontowano, a od teraz była własnością Przedsiębiorstwa Eksploatacji Surowców Mineralnych Przemysłu Terenowego w Rzeszowie. Jej powojenna działalność nie trwała jednak zbyt długo bo w czerwcu 1958 z powodu kłopotów finansowych została zamknięta. Sprzęt został wywieziony, budynki zostały sprzedane, a górnicy zwolnieni. W ten sposób działalność grudzieńskiej kopalni węgla definitywnie się zakończyła.

Piotr Czuchra
W atykule wykorzystano informacje zawarte w książce Stanisława Białasa oraz Barbary Białas „Grudna. Kopalnia i ludzie”

Shares