Stara Dębica

Królowa Jadzia ze „Stokrotki” cz IV. Kaziu

Dziecko wyglądało źle. -Kiedy to się stało? – spytała matki.
-Pani ze dwie godziny temu. Ja z Grabin, Marysia Najda. Wrócilimy z wysiedlenia z Korzeniowa, do domu. Ja sama z piątką dzieci, męża mi na roboty zabrali. Wrócilimy do domu. Pół roku stał front na moim podwórku – płacząc opowiadała kobieta. A dookoła pełno żelastwa i śmieci. Pilnowałam dzieciątek, ale jak taką gromadę upilnować. Kaziu coś znalazł, nad rzeką za domem. Jak usłyszałam huk to myślałam, że mi serce pęknie. Pobiegłam. Rzuciłam wszystko i pobiegłam. A tam Kaziu leżał. Na ziemi, na plecach! Oczy miał zamknięte.

Zrozpaczona matka zabrała dziecko do domu i tam prześcieradłem otuliła synka. We wsi nie było lekarza, większość domów była zniszczona. Jej jedyny cudem ocalał, chociaż bez dachu. Tylko ściany z sosnowych pni poszatkowane odłamkami stały. Zamknęła dzieci w domu i zakazała wychodzić z domu. Sama ruszyła z nieprzytomnym dzieckiem w kierunku torów, co przebiegały przez wieś. Gdy zdyszana dobiegła na nasyp od strony Głowaczowej dobiegł świst lokomotywy. Jakiś transport jechał na wschód. Weszła na tory i machała chustką ściągniętą z głowy. Pociąg zbliżał się do niej i ostrzegawczo zagwizdał. W tamtej chwili nic nie mogło ruszyć jej z torów. Maszynista zaczął gwałtownie hamować. Gdy pociąg zatrzymał się z kabiny wyskoczył kolejarz. Podbiegł do matki.

-Co kobieto! Życie ci nie miłe!? – krzyknął. Wojna się kończy a ty na tory, pod pociąg wychodzisz!?

-Panie dziecko poranione, dziecko – łkała tuląc zawiniątko z synkiem. Mina, mina go poraniła. Ratuj, panie ratuj!
-Do kabiny! – rozkazał. W Dębicy powinien być lekarz.
Weszli do lokomotywy. Pachniała ropą, węglem, jakimiś smarami.
-Dorzucaj do pieca! – powiedział młodemu palaczowi.
Pociąg ruszył. Do Dębicy nie było daleko, raptem parę kilometrów. Ale na drodze była Wisłoka, a most kolejowy wycofujący się Niemcy wysadzili. Obok zrobiono prowizoryczną przeprawę, po której bardzo wolno przejeżdżały pociągi. Droga do miasta zajęła mniej niż pół godziny. Przed miastem, obok cegielni stał krzyż na miejscu gdzie rozstrzelano zakładników w odwecie za zamach na pociąg wojskowy. Kolejarz przeżegnał się zamaszyście i pochylił głowę. Dojechali do dworca. Pociąg zatrzymał się obok transportu Jadwigi. Matka chwyciła dziecko i wybiegła na peron. Tam spotkała Jadwigę, która zajęła się rannym dzieckiem.


-Jest tu lekarz? – spytała chłopaków od Roztoczyńskiego, co sprzedawali chleb.
-Obok nas, jest przychodnia. Tam doktor Mikołajko przyjmował, ale zginął – mówili, jeden przez drugiego. Jest jego żona. Ona ludziom pomaga. Wielu wyleczyła. To blisko, tylko przez getto przejść trzeba. Ale tam miny. My drogę znamy, poprowadzimy – zapewniali chłopaki.

CDN.

Wcześniejsze odcinki „Królowej Jadzi” można przeczytać pod linkami – cz 1 , cz 2, cz3

Shares