U Roztoczyńskich i Urbana był najlepszy chleb. W piątkowe popołudnia przed piekarniami ustawiały się gigantyczne kolejki

Po lewej drzwi wejściowe do Piekarni Roztoczyńskich, lata 70 XX w. Zdjęcie ze zbiorów „Mechanika”.

W latach 80-tych  w piątkowe wieczory trwała prawdziwa walka o chleb. Tak naprawdę liczyły się wówczas trzy piekarnie gdzie można było kupić  dobre pieczywo. Piekarnia Roztoczyńskich na ul. Piekarskiej, u Urbana i piekarnia koło  kościoła św. Jadwigi, też Roztoczyńskich. Tam w piątkowe popołudnia ustawiały się ogromne kolejki.

W tych czasach soboty były wolne i sklepy nie pracowały. Te uspołecznione były co prawda w sobotę rano dwie czy trzy godziny, ale co tam można było kupić … Mleko czasem już skwaśniałe czy chleb, który powszechnie uważano za niezbyt smaczny. Kupowało się go w ostateczności i jadło niechętnie. Ten od Urbana czy Roztoczyńskich to była klasa sama dla siebie. Stało się tam długie godziny, żeby kupić gorące jeszcze bochenki chleba, które parzyły dłonie gdy wkładało się je do płóciennych siatek. Plastikowych wówczas prawie nie było, a zresztą stopiły by się zapewne od gorących bochenków. Do sklepu na ulicy Piekarskiej kolejka zawsze  była spora. Nierzadko zawijała się za rogiem, bo chętnych nie brakowało. Zimą po paru minutach prawie każdy był posypany świeżym białym, puchem, bo to były zimy gdy w grudniu regularnie padał śnieg. Zmrok zapadał szybko, ale kolejka stała wytrwale do ostatnich minut otwarcia piekarni.

Dom Partii obok Piekarni Roztoczyńskich przy ul. Rzeszowskiej 15

Przed piekarnię co jakiś czas zajeżdżał blaszany, niebieski Żuk, z którego wyciągano druciane pojemniki pełne pachnących bochenków i czasem prawdziwych rarytasów – bułek. To były normalne bułki z prawdziwej mąki, ciężkie gdy brało się do ręki. Pachnące i smaczne. Dziś takich nie ma.

W piątki trzeba było odstać swoje dwie czy trzy godziny, żeby kupić zapas chleba na sobotę i niedzielę. W te dni w całej Dębicy nie można było już kupić nigdzie chleba. Chyba, że w restauracjach ale tam za bochenek liczono sobie ogromne sumy.

Na wsiach ludzie radzili sobie piekąc chleb w domach. Prawie w każdym domu był piec chlebowy gdzie najczęściej w soboty pieczono swojski chleb, który zachowywał świeżość przez kilka dni. Wielu ludzi wyburzyło te piece gdy zaczęto gazyfikować wsie i gaz był tani. Zaczęto gazem ogrzewać domy, bo było tanio i czysto. I na kuchenkach gazowych gotować posiłki. Potem gaz podrożał i z nostalgią zaczęto wspomniać te poczciwe kuchnie, gdzie można było chleb upiec i dom ogrzać. Co bardziej zdesperowani chcieli odbudować wyburzone piece, ale zdunów było jak na lekarstwo i nie miał kto podjąć się takiej roboty.

Piekarnia Roztoczyńskich. Za ladą Henryk Roztoczyński z córką, 1936 rok.

Dziś piekarni w Dębicy i okolicach jest tyle, że nie ma problemu z zakupem chleba. Niewiele też osób piecze chleb w domu bo w każdym sklepie można kupić tyle rodzajów pieczywa, że aż trudno wybierać. Nie ma dziś piekarni Urbana, trudno też kupić ciepła sztangle o 19.00 u Roztoczyńskich koło „Jadwigi”. Jedynie maca smakuje tak jak dawniej, ale kto dziś pamięta czym jest ta maca …

Dyskusja na FB

Shares